Historie naszych czworonogów - Dusza Zuzi
We wrześniu 2009 roku trafiła do naszego schroniska niewielka jamniczka. Co w tym dziwnego? Niby nic, poza tym, że po Zuzi widać było okrutne doświadczenia, jakich doznała.
Otóż dobrzy ludzie wyciągnęli psiunię z jednego z kontenerów na śmieci w Tczewie. Gdyby nie oni, piesek zginąłby w mękach, przygnieciony śmieciami, gdy tylko pracownicy przyjechaliby samochodem po odpady i zwieźliby je wysypując na wysypisko.
Państwo ci ujrzawszy psiaka w kontenerze, wyciągnęli biedactwo i zawieźli na policję, a ta skierowała ich do schroniska.
Nasza jamniczka była bardzo brudna, zagłodzona i przerażona. Była tez bita, bo charakterystycznie reagowała na ruchy człowieka. Kuliła się, a gdy się po nią schylaliśmy, była przekonana, że po to, by ją uderzyć. Przy tym wszystkim suczka ma przecudowny charakter. Nigdy nie wykazywała choćby cienia agresji. Ma bardzo mądre i pełne smutku oczy, mówiące wszystko. Poza tym starała się być wesoła i wdzięczna za wszystko- jedzenie, ciepły kąt, dobre traktowanie. Na widok opiekunów podbiegała i strasznie się cieszyła. Widać, biedactwo niewiele dobrego doznała od ludzi, to teraz starała się po psiemu odwdzięczyć za każdy gest dobra. Tak więc króciutko o niej wspomniano w Gazecie Tczewskiej, przy okazji artykułu o pobitym mieszańcu labradorka. I uśmiechnął się do niej los, bo kilka osób wyraziło zainteresowanie malutką. W tym szybko zareagowała pani Katarzyna z Trójmiasta. I pewnie było to przeznaczenie.
Pani Kasia i jej rodzina „od zawsze” dawała schronienie wyrzucanym i krzywdzonym zwierzakom, przy czym zazwyczaj były to jamniki! Ostatnią suczkę pani Kasia znalazło przywiązaną do drzewa. To była jej ukochana jamniczka o imieniu Zuzia, która przeżyła w szczęściu jeszcze 14 lat. Obecnie został pani Katarzynie tęskniący piękny opiekuńczy kocur i uczucie dolegliwej pustki. Tak wielkiej, że gdy tylko pani Kasi przeczytała o Zuzi w gazecie wiedziała, że to jest TEN piesek!
Tymczasem nasza jamniczka przeszła operację i czekała na całkowity powrót do zdrowia. Gdy pani Kasi otrzymała foto pieska, oszalała wprost na jej punkcie, i z okrzykiem: TO ONA! - zdecydowanie stwierdziła, że absolutnie zapewni Zuzi kochający dom.
Wreszcie stało się-Zuzia doczekała się pani Kasi. Gdy tylko wyszła z boksu, zamiast do ulubionej wolontariuszki, podbiegła merdając ogonkiem jak szalona prosto do… pani Katarzyny! Wszyscyśmy już wiedzieli, że to właśnie jest tak. Bywa, że pies i przyszły opiekun wybierają siebie nawzajem. Widzieliśmy to już nie raz. I wiedzieliśmy, że nie będzie tu żadnej pomyłki.
Zuzia pojechała w podróż do Trójmiasta. Jak relacjonowała nam pani Kasia, maleńka była przez całą drogę w wygodnej torbie bardzo grzeczna, choć nieco przestraszona. W domu najpierw nabierała pewności, że to jej się nie śni. Trochę bała się spacerów, bo uznała, że znowu zostanie porzucona. Z biegiem dni Zuzia nabierała pewności i odwagi. Obecnie - z tego co nam wiadomo – Zuzka biega jak beztroski szczeniak, czasem zaczepia Kocurka Filipa, który jest w stosunku do niej bardzo opiekuńczy. Polubiła kąpiele, śpi w łóżku przytulona do swojego ludzkiego (pani Kasi) i kociego przyjaciela. Pani Kasia mówi, że Zuzka ma w sobie po kawałku duszy z wszystkich jej ukochany psiaków.
Nie byłoby możliwe lepsze zakończenie tej historii. Pani Kasiu-jest pani wielka!
Dziękujemy w imieniu Zuzi.
Bardzo chcielibyśmy dzielić się częściej z wami takimi historiami, niestety rzeczywistość jest często okrutna. Wszystkie nasze psiaki zasługują na dom i kochających je ludzi. Dość już zła i niedoli zaznały w swoim życiu.